8 maja 1945
Przed 42 latami - pamiętnik z 8 maja 1945 roku.
Fragment nadesłany przez Panią Christę Liebig z domu Franke, która przesłała go w zastępstwie matki Marty Franke, zamieszkałej w Dittersbach Waldenburg (obecnie Podgórze dzielnica Wałbrzycha), Hindenburgstr.269
Wtorek, 8 maja 1945
Kończył się pokryty rosą majowy poranek a nikt nie cieszył się z przepięknej majowej pogody. Koło południa zarządzono ewakuację z Waldenburga ludności cywilnej i od godzin porannych wije się sznur zbiegów, częściowo wozami i samochodami, częściowo pieszo z niezbędnym mieniem przy sobie, ku granicy kraju i bezpieczeństwu, przez Sudety, Amerykanom naprzeciwko. Przyszła także i dla nas ta straszna chwila, gdy zawsze bliski nam do i wszystko, przy czym serce nasze było, opuścić powinniśmy. Już stały kufry spakowane i wózki ręczne gotowe do odjazdu przed drzwiami, jednak żaden z sąsiadów nie chciał być pierwszy i pocieszał się tym, że inni przecież jeszcze
Tymczasem zmieniała się sytuacja na ulicy. Do zbiegów przyłączały się oddziały wojskowe, które w Striegau (Strzegom) i Zopten (Sobótka) walczyły, a miały rozkaz utrzymania się a potem oddać broń Amerykanom. Smutno było widzieć, uciekających naszych dzielnych żołnierzy przed Rosjanami i bojaźliwe pytanie wynurzyło się znów, czy można się jeszcze bezpiecznie ewakuować? Poradzili nam, aby nie zajmować się myśleniem o ucieczce, ponieważ rosyjskie szpice pancerne są blisko i szybko by nas wyprzedziły. Chwila oddechu, że możemy zostać w naszym domu. I wtedy przyszła niepokojąca myśl - co nas teraz czeka?
Do tych rozterek, dołączyło kilka potężnych detonacji. Nieodpowiedzialne elementy rozsadziły tory na wiadukcie i wjazd do tunelu, podczas gdy zburzenie filarów mostowych na szczęście się nie udało. Ograniczonym mózgom wydawało się w ich zaślepieniu, ze będą mogli Rosjan przez to zatrzymać. Nie pomyśleli o tym, że przez to tylko zaopatrzenie ludności mogą na długo zatrzymać, więc tylko własny lud krzywdzą. Ehrenmal (Mauzoleum) w Waldenburgu, także wysadzono.
Po południu, czołgi weszły do Waldenburga, widać było pierwsze białe chorągwie przy oknach i o 17:30 pierwszy Rosjanin na motocyklu koło nas się zatrzymał. Nie było żadnego mieszkania bez tego znaku podboju (białej flagi). Oczekiwaliśmy z bijącym sercem nadejścia nieprzyjaciela. Piechota na wozach ciężarowych, działa, samochody z oficerami i tak dalej, toczyły się przed nami, podczas gdy czołgi szły na Friedland (Mieroszów). Następny dzień przyniósł nam wizytę Rosjanina i wiele strachu.
Pierwszego Rosjanina przyprowadziła pani Kube, która temu człowiekowi na przeciw wyjść chciała. Wieczorem około 22:45 pani Steckel, gdy oczekiwała na gościa, otwierając drzwi - o zgrozo - zobaczyła Rosjanina na przeciw. Opuścił jednak szybko dom bez żadnych życzeń. Pan Böhm, który z pierwszymi Rosjanami jazdę propagandową przedsięwziął, przeżył rozczarowanie. Rosjanin, siedząc przed drzwiami jego domu, wymienił jego buty na parę swoich starych kaloszy. Także, swoich sześć koni Rosjanom oddać musiał.
Z dnia na dzień gromadziły się skargi z powodu plądrowania i gwałtów. Pomimo, że takie wykroczenia jak najsurowiej zabronione były, nie byliśmy dniem i nocą już bezpieczni przed podobnymi niespodziankami. W wielkim strachu żyły szczególnie młode dziewczyny, które w dzień, w miarę możliwości się ukrywały albo oszpecały makijażem. Tak samo próbowało udawać wielu innych. Jedni proletariuszy, inni - że ich mieszkania są w takim stanie, jakby dopiero co je obrabowano. Nocą spało pięć dziewczyn u węglarza na sianie, choć nie były przekonane, że jest to bezpieczne miejsce.
Ustawienie ciężkiego działa przeciwlotniczego (całkiem blisko) i wiadomość, że Mongołów i zarazem nasze zaplanowane zniszczenie się zbliża - wywołało nowe zamieszanie. Szczególnie tragiczne następstwa miała ta fałszywa wiadomość dla naszego sąsiada Köhier-a, który dostał ataku mani prześladowczej i został umieszczony w szpitalu. Rosła także liczba samobójstw. W samym tylko Waldenburgu, było ich po pierwszych 10 dniach okupacji 300.
Rozporządzenie, że należy oddać wszystkie odbiorniki radiowe, uderzyło w nas mocno. I z ciężkim sercem rozstawaliśmy się z nim, jak ze starym przyjacielem. Teraz jesteśmy od wydarzeń światowych odcięci, bez gazety i pełni informacji, co ponad nami ustalone będzie. Do rozmyślania zostawało nam w istocie mało czasu, ponieważ prawie każdy dzień przynosił nowe zdarzenia i rozterki. Z głęboką litością patrzeliśmy na około 6000 niemieckich jeńców przy nas przechodzących, którzy w okolicy Königgratz (Hradec Kralowe) walczyli. Niektórzy z nich mieli tu rodziny i mówili, ze idą w niepewną drogę. Źle się zakończyło wydanie ludowego towarzysza (NSDAP), który źle traktował jeńców rosyjskich. Pojawił się u pana Wanclera, zwolniony więzień obozu koncentracyjnego, który przyprowadził rosyjskiego żołnierza aby go zastrzelił.
Fragmenty pamiętnika przetłumaczone z gazety "Waldenburger Heimatbote"
Bouda
Artyleryjska grupa warowna BOUDA Dlaczego zajęliśmy się obiektami militarnymi wybudowanymi po południowej stronie Sudetów - w Czechach? Otóż zrozumieliśmy, iż jest to bardzo istotne dla poznania sposobu projektowania i postania RIESE. W latach 1935 - 1938 przy współudziale projektowym inżynierów francuskich (którzy budowali linię Maginot`a), czescy specjaliści i wojskowi wybudowali całą sieć umocnień podziemnych na północnej granicy z Niemcami. Wykorzystali bogate doświadczenia sojuszników ale wprowadzili własne rozwiązania rozwojowe i konstrukcyjne. W rezultacie powstał wysoce odporny i bardzo postępowo rozwiązany system umocnień, który w wielu kierunkach przedstawiał szczytowe osiągnięcia fortyfikacji tamtego okresu.Prace nad budową umocnień zostały przedwcześnie przerwane, gdy w wyniku traktatu Monachijskiego, rzad Czechosłowacji zmuszony został do przekazania Trzeciej Rzeszy przygranicznych terytoriów zamieszkanych przez Niemców sudeckich. Do dnia 10.10.1938 wszystkie obiekty zostały przekazane Niemcom bez walki.
Budowę prowadziła wyłoniona przez ROP w wyniku konkursu praska firma inżyniera Zdenko Krulis. W pracach uczestniczyły także firmy: Hlava, Konstruktiva, Lanna, Velfik i Zaruba - Pfeffermann. Cały system powstał w 600 dni roboczych. Przy jego budowie pracowało 250 do 800 robotników. Prace budowlane przy grupie BOUDA, prowadzono sztolniami i z powierzchni za pomocą trzech szybów roboczych. Szybami dostarczano robotników, materiały pomocnicze oraz beton (przygotowywany na powierzchni). Pozostały do dnia dzisiejszego fundamenty maszyn budowlanych (kruszarki) i część infrastruktury budowlanej. Obiekt jest praktycznie wykończony. Wszystkie chodniki są obetonowane. powstały kopuły bojowe oraz pomieszczenia dla ich obsługi i zaopatrzenia. Nie zainstalowano tylko dział.
Po przejęciu twierdzy, Niemcy wykorzystywali ja jako swoisty poligon do testowania broni, zabezpieczeń oraz walki w takich kompleksach. Dokonali w tym celu kilku przeróbek konstrukcyjnych, polegających na zabudowaniu wrót pancernych stalowych wewnątrz korytarzy, na których testowali metody ich pokonania. Ilość materiałów i prac oraz stan zachowania obiektu daje możliwość porównań z pracami prowadzonymi w Górach Sowich i kompleksie RIESE. I zmusza do zastanowienia jaki więc zakres prac został wykonany przez kilkunastokrotną ilość robotników zatrudnionych oraz więźniów? Zdjęcia z wyprawy w Galerii. |


