Osła
Osła to wieś położona wśród lasów na Dolnym Śląsku, około 16 km od miejscowości Bolesławiec w kierunku północno-wschodnim. Najwyższy punkt mieści się 195m n.p.m.
Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z 1245 roku, w których występuje pod nazwą Oceanane. Na przełomie dziejów wieś wielokrotnie zmieniała nazwę: Osla – 1305r.; Ozle, Ossil – 1376r.; Ossel – 1378r.; Assel – 1393r.; Asslaw, Aslau – 1736r.; W okresie powojennym w 1946 roku przyjęto formę Osłowo, ale funkcjonowała też forma Osłowa. Nazwa współczesna – Osła – jest powrotem do pierwotnej nazwy wsi.
Wieś była osadą słowiańską powstałą przed 1200 rokiem. Założona została tam posiadłość rycerska, niestety nie można dokładnie określić dokładnej daty założenia. Przyjmuje się, że tereny wokół zamieszkiwane były przez ludność z plemienia Bobrzan. Pierwsza znana rodzina, która miała w swoim posiadaniu wieś określana jest przydomkiem von der Ossel. W kronice Ewalda Wernickego z 1884 roku wyczytać można iż Nickel von der Ossla w 1410 roku służył w wojskach Zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, czyli w Zakonie Krzyżackim. Tym samym wziął udział w bitwie pod Grunwaldem.
Na przełomie wieków wielokrotnie zmieniała swoich właścicieli, tak więc w 1495 roku dziedzic Hans von Ponckaw przekazuje wieś na własność rodzinie von Cromenau. W 1654 roku dziedzicem jest Jerzy Fryderyk von Hocke, który odkupił wieś od rodziny Camenau – Nittenhofen.
D
o 1806 roku pozostaje w posiadaniu rodziny von Hocke, wówczas sprzedana zostaje hrabiemu von Pinto. W ciągu kolejnej dekady zarządcą majątku zostaje Karol Edward von Tempelhof (1809 r.) a następnie za długi majątek zostaje odsprzedany królewskiemu majorowi Henrykowi Fryderykowi hrabiemu von Reichenbach i do 1882 roku pozostaje w posiadaniu rodziny von Reichenbach. Następnie majątek przejmuje francuski inżynier Etienne Gautier. W latach dwudziestych XX wieku dwór wraz z folwarkami Elfriedenhof i Renatenhof należał do Wilhelma Bobberta i do wojny pozostał w rodzinie Bobbertów.
Jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej we wsi powstała komórka hitlerowskiej partii NDSAP.
1. października 1938 roku dowództwo Śląskiego Okręgu Powietrznego - Luftgaukommando VIII nabyło obszar 7,5 ha ziemi od ówczesnego właściciela Waltera Bobberta. Niebawem w związku z przygotowaniem ataku Trzeciej Rzeszy na Państwo Polskie zbudowano lotnisko nr VIII należące do legnickiego rejonu lotnisk Flughafenbereich 7/VIII. W sierpniu 1939 roku stało się ono bazą III Dywizjonu Pułku Lotnictwa do zadań specjalnych. Po kampanii wrześniowej lotnisko zostało rozbudowane, zatrudniano do tego grupę jeńców polskich, a następnie komando robocze Stalag VIIIA w Gorlitz (kom. rob. Nr 52).
Lotnisko pod Aslau zostało utrzymane także po przejściu Dolnego Śląska w obręb Drezdeńskiego Okręgu Powietrznego, później berlińskiego. W 1942 roku dowództwo okręgu powietrznego w Dreźnie zawarło kolejną umowę transakcyjną z Bobbertem dotyczącą kupna dodatkowej ziemi w pobliżu lotniska co wskazywało na cel dalszej rozbudowy. Niedługo potem Flugzeugamt Liegnitz urządziło w Aslau swoją filię, która administrowała sprzętem zmagazynowanym w sześciu halach lotniska i warsztatem mieszczącym się w hali nr. VII.
W
edług prof. Alfreda Koniecznego w 1943 roku po nasileniu się alianckich bombardowań zakładów przemysłu zbrojeniowego w Niemczech w Ministerstwie do Spraw Uzbrojenia podjęto decyzję o przeniesieniu niektórych zakładów na tereny nie objęte nalotami, w tym na Dolny Śląsk uważany wówczas za bezpieczny. Jednakże akurat z tym poglądem można polemizować, gdyż wystarczy wskazać kilka obiektów przemysłowych z rozbudowaną infrastrukturą podziemną na Dolnym Śląsku, które powstały lub funkcjonowały przed 1943 rokiem. Miejsce położenia samej filii Gross Rosen, która zajęła miejsce po komandzie Stalagu też jest wątpliwe. Konieczny wskazuje jako obóz obecne osiedle mieszkalne po drugiej stronie autostrady A4 w stosunku do lotniska. Natomiast niemieckie zdjęcia lotnicze mówią co innego. Przypuszczam że na tym osiedlu znajdował się garnizon dowództwa – świadczą o tym wysokie murowane budynki. Natomiast miejsce po małych barakach – typowych dla komand roboczych jest obecnie zaorane. Lotnisko po wojnie przejęte zostało przez wojska radzieckie i uległo licznym przebudowom. Przedłużony został pas startowy, powstało mnóstwo budynków dla potrzeb obsługi naziemnej.
Po opuszczeniu terenu przez Rosjan w 1992 roku lotnisko uległo powolnemu zniszczeniu, dopiero w 2003 roku zaczęto wdrażać plan odbudowy osiedla mieszkalnego, a obecnie na terenie lotniska funkcjonuje Legnicka Strefa Ekonomiczna, teren jest odwiedzany przez amatorów szybkich samochodów oraz poszukiwaczy metali kolorowych.
W
ieś Osła przywitała nas szutrową drogą od strony Starego Łomu poniżej której rozpościera się urocza panorama całej wsi. Jadąc dalej natrafialiśmy na piękne domy z kamienia, można było znaleźć także prześwitujące spod starego tynku niemieckie nazwy. Dużym zaskoczeniem był dla nas piękny dwupoziomowy dwór, którego jednak nie ominął nieubłagany ząb czasu oraz działalność PGRowska. Na budynku znajduje się tablica przebudowy z 1903 roku. Niestety folwark popada w ruinę, w oczy rzucają się zaniedbane zrujnowane budynki zabudowań dworskich z pozapadanymi dachami . Jedynie leżący nieopodal wielokrotnie spalony kościół (niegdyś ewangelicki ) jest zadbany. Na przyległym cmentarzu można zobaczyć niszczejące i zaniedbane tablice epitafialne dawnych zarządców majątku. W bocznej części cmentarza znajduje się tablica upamiętniająca więźniów filii Gross Rosen w Aslau. Poniżej cmentarza znajduje się natomiast zniszczony stary obelisk, upamiętniający udział mieszkańców w wojnach prusko – austriackich.
Osła jest małą wioseczką, taką jak setki innych na Dolnym Śląsku. Mogła by być perełką, wśród wielu innych które niestety dzielą wciąż ten sam los popadających w ruinę zapomnianych miejsc, o których nie mają pojęcia tysiące osób jadących oddaloną od niej o kilka kilometrów autostradą.
Literatura:
M. Olczak, Z. Abramowicz, Gromadka. Przewodnik historyczny, Warszawa 2003, Wydwnictwo OPPIDUM
A. Konieczny, Arbeitslager Aslau podobóz KL Gross-Rosen (1944-1945), Wałbrzych 2010, Wydawnictwo Gross Rosen
Fotografie - zbiory własne
8 maja 1945Przed 42 latami - pamiętnik z 8 maja 1945 roku. Fragment nadesłany przez Panią Christę Liebig z domu Franke, która przesłała go w zastępstwie matki Marty Franke, zamieszkałej w Dittersbach Waldenburg (obecnie Podgórze dzielnica Wałbrzycha), Hindenburgstr.269 Wtorek, 8 maja 1945 Kończył się pokryty rosą majowy poranek a nikt nie cieszył się z przepięknej majowej pogody. Koło południa zarządzono ewakuację z Waldenburga ludności cywilnej i od godzin porannych wije się sznur zbiegów, częściowo wozami i samochodami, częściowo pieszo z niezbędnym mieniem przy sobie, ku granicy kraju i bezpieczeństwu, przez Sudety, Amerykanom naprzeciwko. Przyszła także i dla nas ta straszna chwila, gdy zawsze bliski nam do i wszystko, przy czym serce nasze było, opuścić powinniśmy. Już stały kufry spakowane i wózki ręczne gotowe do odjazdu przed drzwiami, jednak żaden z sąsiadów nie chciał być pierwszy i pocieszał się tym, że inni przecież jeszcze
Tymczasem zmieniała się sytuacja na ulicy. Do zbiegów przyłączały się oddziały wojskowe, które w Striegau (Strzegom) i Zopten (Sobótka) walczyły, a miały rozkaz utrzymania się a potem oddać broń Amerykanom. Smutno było widzieć, uciekających naszych dzielnych żołnierzy przed Rosjanami i bojaźliwe pytanie wynurzyło się znów, czy można się jeszcze bezpiecznie ewakuować? Poradzili nam, aby nie zajmować się myśleniem o ucieczce, ponieważ rosyjskie szpice pancerne są blisko i szybko by nas wyprzedziły. Chwila oddechu, że możemy zostać w naszym domu. I wtedy przyszła niepokojąca myśl - co nas teraz czeka? Do tych rozterek, dołączyło kilka potężnych detonacji. Nieodpowiedzialne elementy rozsadziły tory na wiadukcie i wjazd do tunelu, podczas gdy zburzenie filarów mostowych na szczęście się nie udało. Ograniczonym mózgom wydawało się w ich zaślepieniu, ze będą mogli Rosjan przez to zatrzymać. Nie pomyśleli o tym, że przez to tylko zaopatrzenie ludności mogą na długo zatrzymać, więc tylko własny lud krzywdzą. Ehrenmal (Mauzoleum) w Waldenburgu, także wysadzono. Po południu, czołgi weszły do Waldenburga, widać było pierwsze białe chorągwie przy oknach i o 17:30 pierwszy Rosjanin na motocyklu koło nas się zatrzymał. Nie było żadnego mieszkania bez tego znaku podboju (białej flagi). Oczekiwaliśmy z bijącym sercem nadejścia nieprzyjaciela. Piechota na wozach ciężarowych, działa, samochody z oficerami i tak dalej, toczyły się przed nami, podczas gdy czołgi szły na Friedland (Mieroszów). Następny dzień przyniósł nam wizytę Rosjanina i wiele strachu. Pierwszego Rosjanina przyprowadziła pani Kube, która temu człowiekowi na przeciw wyjść chciała. Wieczorem około 22:45 pani Steckel, gdy oczekiwała na gościa, otwierając drzwi - o zgrozo - zobaczyła Rosjanina na przeciw. Opuścił jednak szybko dom bez żadnych życzeń. Pan Böhm, który z pierwszymi Rosjanami jazdę propagandową przedsięwziął, przeżył rozczarowanie. Rosjanin, siedząc przed drzwiami jego domu, wymienił jego buty na parę swoich starych kaloszy. Także, swoich sześć koni Rosjanom oddać musiał. Z dnia na dzień gromadziły się skargi z powodu plądrowania i gwałtów. Pomimo, że takie wykroczenia jak najsurowiej zabronione były, nie byliśmy dniem i nocą już bezpieczni przed podobnymi niespodziankami. W wielkim strachu żyły szczególnie młode dziewczyny, które w dzień, w miarę możliwości się ukrywały albo oszpecały makijażem. Tak samo próbowało udawać wielu innych. Jedni proletariuszy, inni - że ich mieszkania są w takim stanie, jakby dopiero co je obrabowano. Nocą spało pięć dziewczyn u węglarza na sianie, choć nie były przekonane, że jest to bezpieczne miejsce. Ustawienie ciężkiego działa przeciwlotniczego (całkiem blisko) i wiadomość, że Mongołów i zarazem nasze zaplanowane zniszczenie się zbliża - wywołało nowe zamieszanie. Szczególnie tragiczne następstwa miała ta fałszywa wiadomość dla naszego sąsiada Köhier-a, który dostał ataku mani prześladowczej i został umieszczony w szpitalu. Rosła także liczba samobójstw. W samym tylko Waldenburgu, było ich po pierwszych 10 dniach okupacji 300. Rozporządzenie, że należy oddać wszystkie odbiorniki radiowe, uderzyło w nas mocno. I z ciężkim sercem rozstawaliśmy się z nim, jak ze starym przyjacielem. Teraz jesteśmy od wydarzeń światowych odcięci, bez gazety i pełni informacji, co ponad nami ustalone będzie. Do rozmyślania zostawało nam w istocie mało czasu, ponieważ prawie każdy dzień przynosił nowe zdarzenia i rozterki. Z głęboką litością patrzeliśmy na około 6000 niemieckich jeńców przy nas przechodzących, którzy w okolicy Königgratz (Hradec Kralowe) walczyli. Niektórzy z nich mieli tu rodziny i mówili, ze idą w niepewną drogę. Źle się zakończyło wydanie ludowego towarzysza (NSDAP), który źle traktował jeńców rosyjskich. Pojawił się u pana Wanclera, zwolniony więzień obozu koncentracyjnego, który przyprowadził rosyjskiego żołnierza aby go zastrzelił. Fragmenty pamiętnika przetłumaczone z gazety "Waldenburger Heimatbote" Bouda
Artyleryjska grupa warowna BOUDA Dlaczego zajęliśmy się obiektami militarnymi wybudowanymi po południowej stronie Sudetów - w Czechach? Otóż zrozumieliśmy, iż jest to bardzo istotne dla poznania sposobu projektowania i postania RIESE. W latach 1935 - 1938 przy współudziale projektowym inżynierów francuskich (którzy budowali linię Maginot`a), czescy specjaliści i wojskowi wybudowali całą sieć umocnień podziemnych na północnej granicy z Niemcami. Wykorzystali bogate doświadczenia sojuszników ale wprowadzili własne rozwiązania rozwojowe i konstrukcyjne. W rezultacie powstał wysoce odporny i bardzo postępowo rozwiązany system umocnień, który w wielu kierunkach przedstawiał szczytowe osiągnięcia fortyfikacji tamtego okresu.Prace nad budową umocnień zostały przedwcześnie przerwane, gdy w wyniku traktatu Monachijskiego, rzad Czechosłowacji zmuszony został do przekazania Trzeciej Rzeszy przygranicznych terytoriów zamieszkanych przez Niemców sudeckich. Do dnia 10.10.1938 wszystkie obiekty zostały przekazane Niemcom bez walki.
Budowę prowadziła wyłoniona przez ROP w wyniku konkursu praska firma inżyniera Zdenko Krulis. W pracach uczestniczyły także firmy: Hlava, Konstruktiva, Lanna, Velfik i Zaruba - Pfeffermann. Cały system powstał w 600 dni roboczych. Przy jego budowie pracowało 250 do 800 robotników. Prace budowlane przy grupie BOUDA, prowadzono sztolniami i z powierzchni za pomocą trzech szybów roboczych. Szybami dostarczano robotników, materiały pomocnicze oraz beton (przygotowywany na powierzchni). Pozostały do dnia dzisiejszego fundamenty maszyn budowlanych (kruszarki) i część infrastruktury budowlanej. Obiekt jest praktycznie wykończony. Wszystkie chodniki są obetonowane. powstały kopuły bojowe oraz pomieszczenia dla ich obsługi i zaopatrzenia. Nie zainstalowano tylko dział.
Po przejęciu twierdzy, Niemcy wykorzystywali ja jako swoisty poligon do testowania broni, zabezpieczeń oraz walki w takich kompleksach. Dokonali w tym celu kilku przeróbek konstrukcyjnych, polegających na zabudowaniu wrót pancernych stalowych wewnątrz korytarzy, na których testowali metody ich pokonania. Ilość materiałów i prac oraz stan zachowania obiektu daje możliwość porównań z pracami prowadzonymi w Górach Sowich i kompleksie RIESE. I zmusza do zastanowienia jaki więc zakres prac został wykonany przez kilkunastokrotną ilość robotników zatrudnionych oraz więźniów? Zdjęcia z wyprawy w Galerii. |


